Karty wyborcze na przemiał. Przestępstwo za 70 mln zł

Sasin: „Wszystkie działania, które były podejmowane przez rząd podczas organizacji wyborów, były zgodne z prawem.” Wojciech Hermeliński i inni prawnicy uważają inaczej. Sugerują, że doszło do przestępstwa. Powody, dla których Sasin i Morawiecki powinni obawiać się odpowiedzialności karnej.

Minister Sasin zlecił druk kart wyborczych na podstawie „decyzji premiera”, jednak bez podstawy prawnej. Wybory korespondencyjne się nie odbyły. Serwis wp.pl poinformował dwa dni temu, że karty pójdą na przemiał, kwota 70 mln z polskiej kasy została zmarnowana. W grę wchodzą dwa przestępstwa: art. 231 kodeksu karnego (przekroczenie uprawnień) oraz art. 296 § 3 k.k. (wyrządzenie szkody majątkowej wielkich rozmiarów). Najbardziej powinien się obawiać minister Sasin jako sprawca i premier Morawiecki jako ten, który nakłaniał do bezprawnego czynu. Jeśli pis straci władzę nad prokuraturą, to postępowanie karne stanie się realne.

Decyzja premiera, która zastąpiła ustawę

„Pan premier zlecając PWPW druk kart, kierował się głęboką odpowiedzialnością za państwo(…) Cały rząd, Rada Ministrów podjęła uchwałę, w której stwierdziła, że te działania są działaniami absolutnie prawidłowymi.”

Przytoczone wytłumaczenie ministra Sasina może na pozór wydawać się logiczne. Obraz się zmienia po wzięciu pod uwagę kluczowego przepisu Konstytucji – organy państwowe działają na podstawie i w granicach prawa. Czy decyzja premiera lub uchwała rządu jest podstawą prawną do druku kart wyborczych? Absolutnie nie jest.

Źródła prawa powszechnie obowiązującego to m.in. Konstytucja i ustawy, tych źródeł prawa jest dokładnie 5, wszystkie wymieniono w art 87. Konstytucji. Decyzja premiera lub uchwała rządu nie jest źródłem prawa powszechnie obowiązującego. Druk kart wyborczych został zlecony, kiedy ustawa była procedowana w senacie. Ustawa nie obowiązuje, dopóki nie została ogłoszona.

Opinie prawników o odpowiedzialności karnej Sasina i Morawieckiego

Profesor prawa, Wojciech Sadurski napisał na Twitterze:

„Ci wszyscy, którzy narazili Skarb Państwa na wielkie szkody wydając pieniądze bez podstaw prawnych na tzw wybory kopertowe(…) popełnili przestępstwo niegospodarności na wielką skalę, Art. 296 kk. Uwaga min Sasin: do 10 lat”. Na marginesie – przestępstwo popełnia nie tylko sprawca, ale również ten, który nakłaniał do przestępstwa. To sprawia, że w gronie podejrzanych może znaleźć się też premier Morawiecki.

Wojciech Hermeliński, były przewodniczący PKW:

„odpowiedzialność karna może być prawdopodobna za zlecenie druku tych kart bez podstawy prawnej. Jest to naruszenie obowiązków urzędniczych, czyli przestępstwo urzędnicze.” W podobnym tonie wypowiedział się Mikołaj Małecki, doktor prawa karnego: „funkcjonariusze publiczni, którzy organizują wybory bez podstawy prawnej, czyli przekraczają uprawnienia ze szkodą dla interesu publicznego, mogą ponieść odpowiedzialność karną za czyn z art. 231 kk”.

Pewnym pocieszeniem dla liderów rządu dobrej zmiany może być przepis „ustawy covidowej”, wyłączający odpowiedzialność karną za przekroczenie uprawnień. Dr Małecki uważa jednak, że wyłączenie odpowiedzialności karnej tutaj nie nastąpi, gdyż ta reguła odnosi się jedynie do działań mających na celu zwalczanie epidemii.

Dlaczego prokuratura nie zrobi nic

Minister Sasin uznał, że winę za stratę milionów ponosi senat, który przeciągał procedowanie nad ustawą o wyborach korespondencyjnych. Jednak senat działał w granicach prawa. Procedowanie w senacie nad ustawą przez 30 dni jest tak samo zgodne z prawem jak procedowanie przez 8 lub 16 dni.

Jedną z pierwszych inicjatyw rządu PO-PSL było rozdzielenie funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Rząd dobrej zmiany postanowił tą reformę odwrócić. Dzięki temu rządząca elita może popełniać dowolne przestępstwa, każde zawiadomienie do prokuratury ma wartość jedynie symboliczną. Prokuratura z ministrem Ziobro na czele nie rozpozna znamion przestępstwa wobec czynu ministra z pisu. Nie oznacza to jednak amnestii. Jeśli pis straci kiedyś władzę i jednocześnie kontrolę nad prokuraturą, to liderzy dobrej zmiany mogą uzyskać status podejrzanych w postępowaniu karnym.

Autor: magister prawa z uprawnieniami na jeden z wolnych zawodów prawniczych
https://alternative-journalism.com/

źródła:
https://wiadomosci.wp.pl/wybory-prezydenckie-2020-wydrukowane-pakiety-nie-zostana-wykorzystane-straty-wyniosa-70-mln-zl-6523416844691073a
https://konkret24.tvn24.pl/polityka,112/karty-wydrukowane-wybory-sie-nie-odbywaja-kto-ponosi-odpowiedzialnosc,1015064.html

Duda: Tusk to chyba największy kłamca III RP. Ile razy Duda mijał się z prawdą

„Prezydent złamał konstytucję przynajmniej trzykrotnie” – tak prof. Zimmerman podsumowuje pierwsze cztery miesiące prezydentury swojego dawnego doktoranta. Postawa Dudy wobec prawdy to ciągłe udawanie braku elementanej wiedzy prawniczej. Kilka przykładów, kiedy doktor prawa udaje rażącą niewiedzę.

W literaturze naukowej z zakresu prawa występuje wiele rozbieżności pomiędzy wybitnymi ekspertami, te różnice mieszczą się w pewnych logicznych granicach. Jednak przekroczenie barier wyznaczonych przez tzw. wnioskowania prawnicze (uniwersalne zasady interpretacji prawa) sprawia, że opinia przestaje być kontrowersyjnym poglądem prawniczym i staje się prawniczą bzdurą. Andrzej Duda wielokrotnie udawał, że dysponuje wiedzą prawniczą na poziomie Beaty Szydło.

Konstytucja rzekomo zakazuje przełożenia wyborów z powodu epidemii

Duda: „Konstytucja tutaj stwarza niestety bardzo twarde ramy(…) można powiedzieć, że nie stwarza miejsca do tego, by wybory prezydenckie mogły się nie odbyć”. Prezydent Duda i prezes Kaczyński zgodnie uznali, że nie można przełożyć wyborów, gdyż nie pozwala na to Konstytucja RP. Obaj udawali niewiedzę. Stan nadzwyczajny oznacza automatyczne przełożenie wyborów.

Ten stan nadzwyczajny i tak już jest. Tylko nie otrzymał formalnej nazwy tego stanu, który teraz się odbywa. (…)Wszystkie warunki do wprowadzenia stanu nadzwyczajnego są spełnione.” Przytoczony komentarz byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego wyjaśnia na czym polega prawna manipulacja. Prof. Anrdzej Zoll uznał, że ustanowione na czas epidemii ograniczenia de facto stanowią stan nadzwyczajny (konkretnie stan klęski żywiołowej), którego rząd nie chciał ogłosić, aby nie przekładać wyborów. Ustawa o stanie klęski żywiołowej wprost wymienia epidemię jako podstawę do zastosowania tej konstrukcji.

Na marginesie można przytoczyć niedawny cytat prezydenta: „To jest wstyd, oszustwo i kłamstwo, które powinno wyeliminować takiego człowieka z polityki na zawsze”.

UE rzekomo nie może się mieszać do „reformy sądownictwa” autorstwa Dudy i Kaczyńskiego

Ustawy, które zniszczyły niezależność Krajowej Rady Sądownictwa i Sądu Najwyższego powstały w pałacu prezydenckim. Zostały uzupełnione „ustawą kagańcową” sprzed kilku miesięcy. UE zareagowała wtedy sprzeciwem silniejszym niż zwykle. Duda skomentował: „Nie będą nam w obcych językach narzucali, jaki ustrój mamy mieć w Polsce.” Prezydent znów udawał brak elementarnej wiedzy prawniczej.

Ratyfikowana umowa międzynarodowa (np. prawo UE) ma większą moc niż polskie ustawy. Napisano tak wprost w art 91. ust 3. Konstytucji RP. Prezydent i jednocześnie doktor nauk prawnych powinien wiedzieć, że istotą przystąpienia do organizacji międzynarodowej (np. UE) jest zrzeczenie się części suwerenności na rzecz tej organizacji. Prawo UE nakazuje, aby polskie sądy były niezależne od jakiejkolwiek partii politycznej, również partii rządzącej.

Manipulacja Dudy nr 1. Zniszczenie Trybunału Konstytucyjnego

„Wszystko odbyło się niezgodnie z konstytucją (…) niezgodne z konstytucją było także powołanie Przyłębskiej na prezesa nowego TK (…) nie ma TK w tym kształcie, o jakim mówi konstytucja(…) obecnie TK to jakaś instytucja, która nie jest znana polskiemu porządkowi prawnemu.” Przytoczona wypowiedź prof. Andrzeja Zolla podsumowuje zniszczenie fundamentu ustroju demokratycznego, w którym Duda odegrał kluczową rolę.

Julia Przyłębska została przedstawiona prezydentowi jako kandydat na prezesa TK przez „zgromadzenie ogólne” liczące mniej niż połowę sędziów TK. Ta czynność była nieważna z mocy prawa. Równie dobrze Julia Przyłębska mogłaby sama siebie wyznaczyć na kandydata na prezesa, a prezydent mógłby tą nominacje zaakceptować. Prezydent nie ustanowił Julii Przyłębskiej prezesem TK. Andrzej Duda nadał bezprawiu pozory legalności.

Beata Szydło mogłaby się tłumaczyć nieznajomością podstawowych zasad konstytucyjnych. W przypadku PAD-a jest inaczej. Obecny prezydent jest doktorem prawa administracyjnego. To dział prawa, który dzieli włos na czworo w kwestiach typu co można zmienić jakim aktem prawnym.

Prezydent w pałacu prezydenckim z powodu luki w prawie

Zasady ustrojowe są w pewnej kwestii jednoznaczne – jeśli prezydent złamie Konstytucję RP choćby jeden raz, to przestaje być prezydentem. Do tego niezbędna jest jednak zgoda sejmu na Trybunał Stanu. To oczywiście nie nastąpi, gdyż popierająca prezydenta partia ma w sejmie większość. „Od 2015 r. pański rząd podejmuje niepokojące kroki w stronę konsolidacji władzy kosztem instytucji demokratycznych.” – pod tym apelem z USA do prezydenta Dudy podpisał się kilka miesięcy temu kongresmen pełniący funkcję przewodniczącego komisji spraw zagranicznych.

Andrzej Duda próbuje udawać w mediach kogoś na kształt „pis light” poprzez slogany o łączeniu Polaków lub rozdawanie kawy na ulicach Warszawy. Fakty są jednak takie, że prezydent wspólnie i w porozumieniu z prezesem Kaczyńskim od kilku lat konsekwentnie niszczy fundamenty ustroju demokratycznego i buduje nad Wisłą państwo autorytarne.

Autor: magister prawa z uprawnieniami na jeden z wolnych zawodów prawniczych
https://alternative-journalism.com/

Sędzia Igor Tuleya z zarzutami za urojone przestępstwo. Rewanż pisu po latach

Taktyka organów ścigania w sprawie dr. Mirosława G. może budzić przerażenie. Budzi skojarzenia nawet nie z latami ’80 ale z metodami z czasów największego stalinizmu.” Po wygłoszeniu tej opinii Igor Tuleya został wrogiem nr 1 pisu wśród sędziów. Prokuratura Ziobry może teraz więcej niż kiedyś. Wspomniany lekarz został skazany na 1 rok w zawieszeniu za korupcję. Wcześniej Ziobro próbował zrobić z niego sprawcę znacznie poważniejszego czynu cytatem: „Już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie.”

Na początku drugiej kadencji PO Igor Tuleya uznał, że pisowskie CBA stosowało stalinowskie metody. W jego opinii „to określenie dotyczyło prowadzenia przesłuchań nocnych, które trwały wiele godzin”. Partia przejęła sądy, a niepokorny sędzia ma postępowanie za rzekome ujawnienie tajemnicy przy odczytaniu uzasadnienia.

Igor Tuleya zapowiedział kilka lat temu zawiadomienie do prokuratury w kwestii przekroczenia uprawnień przez CBA. Jego intencją była wtedy ochrona obywateli przed nadużyciami władzy. Stał się symbolem złej sędziowskiej kasty, którą należy objąć kontrolą partii rządzącej.

Postępowanie za urojone przestępstwo: ujawnienie tajemnicy przy publicznym uzasadnieniu

W grudniu 2016 r. pis uchwalił budżet w sali kolumnowej sejmu zamiast głosować w sali używanej na co dzień do głosowań. Posłowie opozycji uznali, że mogło dojść do przestępstwa, złożyli zawiadomienie do prokuratury. Nie było żadnym zaskoczeniem, że prokuratura podlegająca ministrowi Ziobro zdecydowała się na umorzenie.

Sędzia Tuleya rozpoznawał zażalenie na umorzenie śledztwa, zdecydował uchylić postanowienie o umorzeniu. Nie wpłynęło to dobrze na wizerunek rządu m.in z powodu ujawnienia kwestii możliwości przerabiania protokołów z głosowania. Sędzia dostrzegł ponadto rozbieżności w zeznaniach posłów pis. Ustne uzasadnienie orzeczenia miało miejsce w obecności dziennikarzy. Prokuratura dostrzegła w tym przestępstwo przekroczenia uprawnień z powodu ujawnienia informacji niejawnych śledztwa, był to absurd ocierający się o groteskę.

Po pierwsze, sędzia orzekający w sprawach karnych nie jest aż taki nierozsądny, żeby zrealizować znamiona przestępstwa w obecności kamer. Po drugie, Sędzia Tuleya zapytał prokuratora czy nie ma nic przeciwko obecności dziennikarzy, a prokurator żadnego sprzeciwu nie zgłosił.

Flagowy okręt „reformy sądownictwa” ośmiesza prokuraturę

Dwa miesiące temu Trybunał Sprawiedliwości UE nakazał „zamrożenie” Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego jednak rząd orzeczenia TSUE nie uznał. Dwa dni temu ta sama Izba Dyscyplinarna uznała, że sędzia Tuleya nie przekroczył uprawnień i nie przychyliła się do wniosku Prokuratury Krajowej o odebranie mu immunitetu. Nie wiadomo, czy prokuratura zechce się od tego odwoływać. Niedoszły oskarżony podsumował prawniczą groteskę:

„Zarzucano mi czyn, który nie jest przestępstwem. Moja sprawa trafiła do sądu, który nie jest sądem. Sądził mnie sędzia, który nie jest sędzią.”

Groteskowa zapowiedź niszczenia niepokornych wobec pis sędziów

Sprawa sędziego oczyszczonego z zarzutów przez pseudo-sąd mogłaby się wydawać jedynie prawniczym humorem z zeszytów. Obraz się zmienia jeśli weźmiemy pod uwagę, że ustawa kagańcowa przewidująca możliwość wydalania z zawodu niepokornych wobec rządu sędziów nie jest ostatnim etapem „reformy sądownictwa„.

Pod koniec lutego obecnego roku (już po podpisaniu przez Dudę ustawy kagańcowej) prezydent zapowiedział:

Reforma musi być kontynuowana i wierzę, że spokojnie i konsekwentnie naprawimy polski wymiar sprawiedliwości tak, żeby ludzie nie mówili, że polskie państwo jest niesprawiedliwe, bo niesprawiedliwe są sądy.” Minister Ziobro sprecyzował w programie „Rozmowy niedokończone”, że planowane jest „spłaszczenie” struktury sądów (na miejsce trzech szczebli powstaną dwa).

Zmiana z pozoru niewielka oznacza całkowitą reorganizację, która w praktyce otworzy drzwi, aby niepokornych sędziów wysłać na wcześniejszą emeryturę (taki schemat wystąpił już wobec Sądu Najwyższego) lub np. oddelegować do innego województwa na najniższy szczebel.

Manifestacje przeciw ustawie kagańcowej odbywały się pod sztandarem „dziś sędziowie, jutro ty”. Gdyby szary obywatel napisał na profilu społecznościowym zdanie w rodzaju „panie prezydencie, jest pan niepoważny” to na pewno nie zrealizowałby znamion żadnego przestępstwa. W państwie autorytarnym mogłoby się jednak skończyć aresztowaniem, a żaden sąd nie mógłby nakazać natychmiastowego zwolnienia z aresztu.

Autor: magister prawa z uprawnieniami na jeden z wolnych zawodów prawniczych
https://alternative-journalism.com/

źródła:

https://wiadomosci.wp.pl/sedzia-igor-tuleya-zachowa-swoj-immunitet-manifestacja-przed-sadem-najwyzszym-6519550610540161a
https://oko.press/wazne-prokuratura-ziobry-chce-oskarzyc-sedziego-igora-tuleye-za-orzeczenie-krytyczne-wobec-pis/
https://natemat.pl/45907,sedzia-tuleya-o-cba-i-czasach-stalinizmu-podtrzymuje-to-co-powiedzialem
https://oko.press/ziobro-mowi-co-zrobi-z-sadami-ustawa-kagancowa-to-nie-koniec-bedzie-weryfikacja-wszystkich-sedziow/

Jourova znów o powiązaniu funduszy UE z wolnością sądów. Koszmar pisu dojrzewa

Prof. Łacny: „Nie chodzi w tym przypadku o kilkadziesiąt milionów kary, jak w przypadku kar nakładanych przez Trybunał, tylko całkowite zatrzymanie przepływu transferów”. Jeśli UE przyjmie projekt, to cena za „reformę sądownictwa” może objąć wszelkie unijne fundusze, łącznie z dopłatami do hektara.

Polska i Węgry na cenzurowanym – tymi słowami zaczyna się artykuł prawicowego portalu wPolityce, który nieśmiało poinformował miesiąc temu o grożącej rządowi katastrofie. Na końcu artykułu redakcja przytacza wypowiedź wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej – „jeśli ktoś nie rozumie naszych wartości, to powinien przynajmniej zrozumieć wartość pieniędzy.”

Mechanizm warunkowości, który może spowodować lawinę

Nie jest żadną tajemnicą, że Unia Europejska nie akceptuje „reformy sądownictwa”. Przez kilka lat rząd miał jednak poczucie komfortu – Bruksela może co najwyżej apelować, a prezydent i prezes Kaczyński przed żadną obcą presją się nie ugną i oczyszczą polskie sądy z postkomuny. Prawo UE na dzień dzisiejszy nie daje Komisji Europejskiej realnych narzędzi dla przywrócenia w Warszawie i Budapeszcie standardów z Europy Zachodniej. Na horyzoncie widać jednak rozwiązanie, które może wywołać po stronie rządu szok.

Inicjatywa oddziaływania na Orbana i Kaczyńskiego pod sankcją utraty miliardów euro stała się tematem prasowym w 2018 r. Nieco zapomniany projekt wraca obecnie jak bumerang. Gazeta Prawna opisała dwa lata temu kluczowe założenia projektu: „Komisja Europejska – według źródeł PAP – ma już gotowy projekt rozporządzenia(…) zakładający możliwość zamrożenia funduszy(…) jeśli w danym kraju nie będzie niezależnego sądownictwa, to będzie można zamrozić środki”.

Zapomniany temat powraca

To byłaby rzeczywista presja. Żaden kraj nie zrezygnuje tak łatwo ze środków unijnych” – tymi słowami w marcu obecnego roku unijny komisarz sprawiedliwości Didier Reynders wyraził nadzieję na wejście z życie mechanizmu warunkowości. Ta opinia była związana z polską „ustawą kagańcową”, która przewiduje możliwość usuwania z zawodu sędziów niepokornych wobec partii rządzącej. Niedługo później w podobnym tonie wypowiedziała się Vera Jourova w czasie, kiedy rząd planował urągające wszelkim demokratycznym standardom wybory korespondencyjne.

Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej powróciła do tematu po raz kolejny. Klika dni temu powiedziała, że powiązanie wypłat unijnych funduszy z przestrzeganiem rządów prawa „jest obecnie bardziej potrzebne niż kiedykolwiek wcześniej„. Zapewne miała na myśli poczynania premiera Orbana i prezesa Kaczyńskiego, którzy coraz bardziej oddalają się od unijnych standardów i jednocześnie przybliżają ustrój Polski i Węgier do standardów z Turcji. Powiązanie wypłat unijnych miliardów z niezależnością sądów jest już czymś więcej niż tylko odległą perspektywą lub spekulacją.

Czy rolnicy w Polsce i na Węgrzech mogą stracić unijne dopłaty do hektara?

Na dzień dzisiejszy dysponujemy zbyt małą ilością informacji, aby to przewidzieć jednak można przytoczyć fragment wypowiedzi prof. Justyny Łacny (ekspert prawa europejskiego) dla Gazety Wyborczej:

„Jest to nowy instrument prawny, zapewne tworzony na potrzebę takich państw członkowskich jak Polska. Umożliwia on Komisji Europejskiej wstrzymanie wypłaty środków z tytułu wspólnej polityki rolnej i polityki spójności(…) Nie muszę chyba mówić, co to może oznaczać dla tysięcy rolników czy realizacji inwestycji infrastrukturalnych, które są możliwe tylko dzięki dofinansowaniu z Unii(…) do przyjęcia rozporządzenia, które go ustanowi, potrzebna jest większość kwalifikowana w Radzie Unii Europejskiej, a nie trudna do osiągnięcia jednomyślność. Sądzę, że mechanizm ten zostanie przyjęty”.

Mechanizm warunkowości to obecnie planowany projekt zakładający wyposażenie Komisji Europejskiej w potężne narzędzie. Można jedynie spekulować w jaki sposób KE zechce tej broni używać. Wiadomo jednak, że osiągnięcia „reformy sądownictwa” spowodowały poważne finansowe niebezpieczeństwo. Nie ma teraz pewności czy za dwa lata polscy rolnicy otrzymają dopłaty do hektara, a Polska otrzyma z UE jakiekolwiek fundusze.

Autor: magister prawa z uprawnieniami na jeden z wolnych zawodów prawniczych https://alternative-journalism.com/

źródła:
https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,23832999,zignorujemy-wyrok-trybunalu-sprawiedliwosci-ue-ekspert-wyjasnia.html
https://wiadomosci.wp.pl/vera-jourova-o-nowym-mechanizmie-w-ue-chodzi-o-praworzadnosc-i-unijne-fundusze-6514421086734465a

https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,25763547,komisarz-reynders-zaleci-ke-pozwanie-polski-do-tsue-za-ustawe.html

Węgry aresztują za wpisy na FB. Wypowiedzi pis zwiastujące powtórkę nad Wisłą

Tarczyński: „Bierzemy pod uwagę kary finansowe(…)a nawet sankcje karne”. Poseł dodaje:”ustawa antyfake’owa funkcjonuje już na Węgrzech.” Serwis dorzeczy.pl:”ustawa byłaby odpowiedzią na zwiększający się poziom agresji w mediach społecznościowych.” Wypowiedzi posłów pis wobec zapowiedzi prezesa pis: „Jeśli chodzi o duże reformy to z całą pewnością stoi przed nami kwestia dekoncentracji mediów. Tu też będzie zapewne bardzo silny opór.”

„Jesteś tyranem ale pamiętaj, dyktatorzy zawsze upadają.” – autor tego wpisu na profilu społecznościowym został zatrzymany niedługo po jego opublikowaniu. Zapewne nie spodziewał się wizyty węgierskich organów ścigania u siebie w domu jednak rzeczywistość pod rządami antydemokratycznych przywódców zmienia się bardzo dynamicznie.

repolonizacja” lub „dekoncentracja” mediów – reforma odłożona w czasie

„Ja też najchętniej bym to wszystko pozamykała, powsadzała do więzień, zrobiła porządek(…) podniesie się straszny wrzask, również we Francji i w Niemczech, że ograniczamy wolność prasy, prześladujemy media krytyczne wobec władzy i to jest dowód na to, że jesteśmy autorytarni(…) Jest więc pytanie, w którym momencie ruszyć z tą armatą i to jest pytanie do Jarosława Kaczyńskiego, to on zdecyduje.” – ta wypowiedź posłanki pis z wiosny 2018 r. wywołała burzę.

Joanna Lichocka (autorka słynnego gestu Lichockiej) wyrzuciła z siebie te słowa na spotkaniu wyborczym. Po ich niespodziewnym ujawnieniu tłumaczyła, że to tylko żart. Posłanka pis informowała wtedy, że jest już gotowy projekt ustawy, który czeka na odpowiedni moment.

Niecały rok przed niefortunnym „żartem” Lichockiej, w podobnym tonie wypowiadała się jej klubowa koleżanka: „My musimy przed wakacjami uporządkować wymiar sprawiedliwości(…)a po wakacjach weźmiemy się za was.” – tymi słwoami Krystyna Pawłowicz uciszyła dziennikarza zadającego jej niewygodne pytania w kulminacyjnym momencie „reformy sądownictwa” w lipcu 2017 r. Rząd spodziewał się wtedy, że pójdzie gładko – szybki podpis prezydenta oraz dwa miesiące letniego wypoczynku, po których temat stanie się nieaktualny. Wyszło jednak inaczej.

Skala manifestacji była tak ogromna, że napisał o nich New York Times, a w TVP info zaczęły się mnożyć teorie, kto może stać za organizacją tych antypolskich ulicznych awantur. Niespodziewane trudności odłożyły w czasie o kilka miesięcy „uporządkowanie” wymiaru sprawiedliwości, a tym samym przesunęły na dalszą przyszłość „reformę” w obszarze mediów. Sprawy skomplikowały się jeszcze bardziej, gdy postanowiła interweniować Komisja Europejska i rozpocząć procedurę o naruszenie rządów prawa. Mogłoby się wydawać, że rząd zrezygnował ze swoich planów wobec mediów ale to tylko złudzenie.

dobra zmiana w mediach – reforma na drugą kadencję zjednoczonej prawicy

Wypowiedź wicepremiera Glińskiego z sierpnia 2019 r. : „Temat dekoncentracji mediów przycichł politycznie, dlatego że nie można reformować wszystkiego jednocześnie. Ustawy są przygotowane(…) Wiemy że nie mamy przewagi medialnej i że te kalumnie będą na nas spadały(…) dla nas to jest prodemokratyczna reforma, a dla opozycji okazja do ulicy i zagranicy”. Wicepremier i minister kultury rozwiewa wątpliwości – kontrola nad TVP to za mało, rząd chciałby ustawy medialnej, która utrudni „kalumnie” wypowiadane publiczne przeciwko partii rządzącej. Według defnicji słownikowej kalumnia to „krzywdzące oskarżenie”. Z oczywistych względów temat „dekoncentracji mediów” nie może być przez rząd poruszany przed wyborami prezydenckimi.

czy w Warszawie może nastąpić drugi Budapeszt?

Cytowany wcześniej poseł pis Dominik Tarczyński zapowiadał wiosną 2017 r. : „tej sprawy nie odpuszczę.” W wywiadzie z portalem telewizjarepublika.pl uspokajał, że nie chodzi mu cenzurę, „ale o walkę z kłamstwem”. Wspomniał o narzędziach takich jak odebranie koncesji lub sankcje karne. Zapowiedział, że „tacy pseudo-dziennikarze, takie pseudo-media będą karane.”

Portal euronews.com poinformował kilka dni temu o przypadkach zatrzymań na Węgrzech pod zarzutem rozpowszechniania „fałszywych informacji” w mediach społecznościowych. Czy taki scenariusz jest realny nad Wisłą? Na dzień dzisiejszy wydaje się, że przygotowana i czekająca na odpowiedni moment ustawa o „dekoncentracji” jest wymierzona tylko przeciwko mediom, a nie prywatnym osobom.

Należy jednak wziąć pod uwagę przekroczenie pewnej bariery – poseł Tarczyński zapowiadał ustanowienie konstrukcji prawnej o nazwie „fake news”, która może w praktyce oznaczać znacznie więcej niż tylko podawanie ewidentnie nieprawdziwych informacji. Czy sankcja za złamanie nowej normy prawnej może w przyszłości objąć również prywatne osoby? Każdy może próbować odpowiedzieć we własnym zakresie po uwzględnieniu wypowiedzi prezesa pis dla Gazety Polskiej z 2018 r. :

„Po 2019 roku będziemy mogli rozpocząć kolejny etap zmieniania Polski. Obszarów, które trzeba w naszej rzeczywistości nie tylko zmodernizować, lecz wręcz przeorać, jest tyle, że aby uczynić z Polski kraj nowoczesny, wolny od balastu przeszłości, przyjazny obywatelom, potrzeba nie dwóch, lecz co najmniej trzech kadencji.”

Autor: magister prawa z uprawnieniami na jeden z wolnych zawodów prawniczych
https://alternative-journalism.com/

źródła:
https://www.euronews.com/2020/05/14/hungary-critics-silenced-in-social-media-arrests-as-eu-debates-orban-s-powers

Ułaskawienie Mariusza Kamińskiego. Zagranie w stylu ZSRR, które uszło na sucho

W czasach ZSRR najlepszym sposobem eliminacji przeciwników politycznych było aresztowanie. Wicepremier Lepper sprawiał prezesowi pis większe trudności niż Gowin. Chcieli skusić go na korupcję. Popełnili przestępstwo. Prawo zabrania testowania uczciwości obywateli. Prokuratora za karę zdegradowano. Prezydent Duda ułaskawił Kamińskiego i zrobił z niego bohatera. To był mocny sygnał, że powstaje ustrój, w którym służby specjalne są ponad prawem.

Afera, która zniszczyła pierwszy rząd pisu

„Skazany został człowiek znany nie tylko z ogromnej uczciwości, ale też wielkiej determinacji w walce o sprawiedliwość” – tymi słowami Jarosław Gowin wyraził oburzenie wobec wyroku, który nazwał „hańbą wymiaru sprawiedliwości”.

CBA chciało wykończyć Leppera. Otwarcie przyznał mi to jeden z funkcjonariuszy” – tym komentarzem podsumowuje intencje rządu Piotr Ryba, jeden bohaterów afery gruntowej, który pełnił rolę oskarżyciela posiłkowego w procesie karnym Mariusza Kamińskiego.

Myślisz, że ty jesteś sam? Na Leppera jest zastawionych kilka pułapek” – to kolejna wypowiedź agenta CBA przytoczona przez tego samego oskarżyciela posiłkowego. Rząd uważa, że sąd skazał wiceprezesa pis za walkę z korupcją pomimo, że Kamiński żadnego przestępstwa nie popełnił.

Zdarzenie hipotetyczne – nadgorliwy funkcjonariusz przychodzi do urzędu z kopertą i proponuje łapówkę przypadkowemu urzędnikowi w celu skazania go za korupcję. Jaka byłaby kwalifikacja prawna czynu? Nadgorliwy funkcjonariusz odpowiadałby w sądzie za przestępstwo tzn. podżeganie do korupcji. Prowokacja jest konstrukcją, której organy ścigania nie mogą używać na zasadzie dowolności. Przekroczenie ściśle określonych reguł w tym zakresie może narazić funkcjonariusza na odpowiedzialność karną. Tłumaczenie się chęcią zwalczania przestępczości lub ogromną uczciwością nie jest w takim przypadku żadnym argumentem na obronę w czasie procesu.

Serwis polityka.pl opisuje fragment uzasadnienia wyroku: „Sąd uznał, że Mariusz Kamiński zaplanował i zorganizował prowokację (…) CBA, jak uznał sąd, podżegało do korupcji, choć nie było podstaw prawnych ani też faktycznych do wszczęcia operacji ws. odrolnienia gruntu w ministerstwie rolnictwa.” Prezes Kaczyński uznał wyrok za element kampanii wyborczej. Podobnym tokiem myślenia podążył prezydent Duda.

Dlaczego aresztowanie Leppera za korupcję byłoby dla pisu darem losu

„Warcholstwa w żadnym razie nie możemy tolerować” – takim uzasadnieniem prezes Kaczyński podsumował dymisję Andrzeja Leppera jesienią 2006 r. Następnie wysłannicy pis kusili posłow Samoobrony stanowiskami ale niewiele z tego wyszło. Koalicjanci jakimś cudem się porozumieli i utworzyli rząd na nowo jednak relacje dalej były napięte.

Andrzej Lepper słynął z wielkiego ego, nie nadawał się na wiernego żołnierza IV RP. Miał do prezesa Kaczyńskiego nieustanne pretensje za niepopieranie inicjatyw Samoobrony, zwłaszcza w kwestiach socjalnych. Mógł w dowolnym momencie zerwać koalicję i pozbawić rząd większości. Gdyby został przestępcą z zarzutami korupcyjnymi, to jego partia zostałaby bez lidera i stałaby się dla prezesa Kaczyńskiego znacznie łatwiejszym łupem.

Mariusz Kamiński miał bardzo silny motyw, aby przekroczyć uprawnienia i wciągnąć Leppera w pułapkę odpowiedzialności karnej. „O sprawie wiedział Jarosław Kaczyński (…) chciał przejąć Samoobronę i mieć większość w Sejmie bez Leppera” – tak podsumował prowokację CBA wicepremier oskarżony przez prezesa pis o warcholstwo.

Prokurator zdegradowany za akt oskarżenia wobec Mariusza Kamińskiego

W kwietniu obecnego roku najsłynniejszą postacią w prokuraturze stała się Ewa Wrzosek, która wszczęła śledztwo dotyczące możliwości przestępstwa przy organizacji wyborów. Następnego dnia okazało się, że prokurator krajowy postanowił ją ukarać postępowaniem dyscyplinarnym. Podobny schemat wystąpił wobec innego prokuratrora wykonującego zawód niezgodnie z linią partii rządzącej.

Jak podaje serwis rzeszow-news.pl „Prokurator Bogusław Olewiński, który doprowadził do skazania Mariusza Kamińskiego za nadużycia CBA przy aferze gruntowej, został zdegradowany do Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie.” Ukarany wysłał pismo do przełozonych z żądaniem uzasadnienia jednak odpowiedzi nie otrzymał. Degradacja nastąpiła kilka miesięcy po słynnym ułaskawieniu.

Zdegradowany został również inny prokurator z Rzeszowa, który uzasadniał zarzuty wobec Kamińskiego na konferencji prasowej. Drugi z ukaranych zdecydował się na dwa zdania symboliocznego protestu: „Nieduża rzeszowska prokuratura została wciągnięta w wir polityki nie z naszej winy (…) Wykonujemy takie czynności, jakie państwo i prawo na nas nałożyło.” Przytoczona wypowiedź trafia w sedno – rolą prokuratora lub sądu nie są rozważania o uczciwości danego polityka, lecz zapoznanie się z aktami i ocena, czy zostały zrealizowane znamiona przestępstwa.

Prezydent Duda ucina wątpliwości

„Mariusz Kamiński to kryształowo uczciwy człowiek” – tym zdaniem przedstawiciel kancelarii prezydenta podsumowuje wszelkie prawne zawiłości i uzasadnia ułaskawienie koordynatora służb specjalnych. Sąd Najwyższy orzekł, że prezydent postąpił wbrew prawu stosująć akt łaski wobec osoby skazanej nieprawomocnie (tylko przez sąd pierwszej instancji) jednak uchwała SN nie zrobiła na partii rządzącej żadnego wrażenia. W przypadku złożenia apelacji od wyroku skazującego na karę pozbawienia wolności szanse na uniewinnienie są statystycznie bardzo niewielkie. Z punktu widzenia wizerunkowego lepiej było ułaskawić bez czekania na wyrok sądu drugiej instancji.

Mariusz Kamiński reklamował się na billboardach przed wyborami sloganem „bezpieczny czas dla Polski”. Służby specjalne ponad prawem są jednak bezpieczne jedynie dla partii. Portal euronews.com przekazał niedawno szokującą informację o aresztowaniach na Węgrzech za nieprzychylne dla premiera Orbana wpisy w mediach społecznościowych. Partia, która zwalcza przeciwników politycznych postępowaniem karnym to nie jest partia uznająca demokratyczne standardy. Czas pokaże czy schemat, który wystąpił niedawno na Węgrzech, jest realny również w Polsce.

Autor: magister prawa z uprawnieniami na jeden z wolnych zawodów prawniczych
https://alternative-journalism.com/

źródła:
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1614205,1,mariusz-kaminski-byly-szef-cba-skazany-na-wiezienie-bez-zawieszenia.read
https://dziennikpolski24.pl/prowokacja-wycelowana-w-leppera-zaszkodzila-rzadowi-kaczynskiego-wideo/ar/3807125
https://rzeszow-news.pl/prokurator-ktory-oskarzal-kaminskiego-zdegradowany/

Zapomniana afera pisu. Jak partia wydała miliony z budżetu na swoją kampanię

Sędzia Waldemar Żurek: „Sprawa billboardów nadaje się na proces karny. To są pieniądze, które sponsorujemy my wszyscy”. Pisowska fundacja z budżetem 100 mln na start poza kontrolą państwa. Kancelaria premiera odmówiła informacji o jej finansowaniu.

Każda obecna w sejmie partia otrzymuje subwencje liczone w milionach, tylko z tych środków może finansować swoje kampanie. Prezes Kaczyński uznał jednak, że jego ugrupowanie zasługuje na pewien bonus za zmienianie Polski na lepsze. Z tego powodu pis może opłacić promocję „reformy sądownictwa” ze Skarbu Państwa zamiast z kasy partyjnej. „Furia drugiej strony, te wszystkie donosy do prokuratury, dowodzi, jak skuteczna jest to akcja” – tymi słowami lider pis rozwiewa wątpliwości wobec ponad 8 mln zł wydanych na przekaz typu: sędziowie kradną w sklepach batoniki.

20 mln z polskiej kasy za konto na instagramie. Liczba obserwujących: 95

Wydawanie publicznych środków nie jest kwestią, w której rząd lub urzędnik może postępować na zasadzie dowolności. Złamanie prawa w tym zakresie to nie tylko przywłaszczenie, ale również przysłowiowe wyrzucanie pieniędzy w błoto.

Jednym z wielkich sukcesów premier Beaty Szydło było ogłoszenie powstania Polskiej Fundacji Narodowej z zadaniem promowania Polski zagranicą. Nowy twór otrzymał na start 100 mln od największych spółek Skarbu Państwa (m.in od PZU i Orlenu). Fundacja zyskała sławę nie tylko aferą billboardową.

Jak podaje wikipedia „PFN zapłaciła równowartość ponad 20 mln zł amerykańskiej firmie PR-owej WHWG m.in. za stworzenie profili o Polsce w mediach społecznościowych, które cieszą się znikomą oglądalnością.” Serwis money.pl rozwija, że flagowym sukcesem tej społecznościowej kampanii była strona na instagramie publikująca fotografie z polskich gór i polskich miast z osiągnięciem w liczbie 95 obserwujących.

Z dużym prawdopodobieństwem można zakładać, że porównywalną kampanię w mediach społecznościowych mogłaby wykonać grupa licealistów z wynagrodzeniem rzędu 2 tys. zł zamiast 20 mln zł. Na tym rewelacje się nie kończą. Z raportu PFN za 2018 r. wynika, że 36 osób zatrudnionych w tej organizacji zarobiło w ciągu roku w sumie 4,3 mln zł. To daje średnio ok. 10 tys. miesięcznie na osobę. Posada wymarzona.

Kampania w interesie Polski, a nie jednej partii

Latem 2017 r. przetoczyła się fala manifestacji przeciw „reformie sądownictwa”. Andrzej Duda postanowił ograniczyć społeczne emocje poprzez rozłożenie ich na raty. Zawetował dwie ustawy, tylko po to, aby za kilka miesięcy wysłać je do sejmu ponownie w wersji minimalnie zmienionej. W międzyczasie było jednak nerwowo.

Kierownictwo pis postanowiło działać. Ryszard Terlecki przyznał, że kampania „sprawiedliwe sądy” była na zlecenie rządu. Gdyby pis finansował zlecenie z kasy partyjnej, to partia zużyłaby ok. połowę rocznego budżetu. Znacznie taniej było zaangażować fundację promującą Polskę zagranicą. Prezes Kaczyński uznał, że jest to przedsięwzięcie „dotyczące sprawy, która w żadnym wypadku nie ma charakteru partyjnego, ale dotyczy bardzo ważnej reformy państwa, ma więc charakter państwowy.” Innego zdania był sąd.

Sąd uznaje, że 8 mln ze Skarbu Państwa pis wydał bezprawnie

Sąd Rejonowy w Warszawie orzekł, że billboardy reklamujące „reformę sądownictwa” wykraczają poza ramy statutowe PFN, gdyż nie promują wizerunku Polski. Tak samo orzekł w czerwcu 2019 r. sąd drugiej instancji. Kwota 8 mln zł została wydana bezprawnie jednak nie trudno się domyślić, że nikt nie poniesie za to odpowiedzialności karnej.

W grudniu 2019 r. prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania. Wyrządzenie szkody wielkich rozmiarów w obrocie gospodarczym stanowi przestępstwo z art 296 § 3 kodeksu karnego (sankcja do 10 lat pozbawienia wolności) jednak w tym przypadku zawiadomienie przedstawiciela prezydenta Warszawy nie zdziałało nic. W uzasadnieniu powołano się na ministra Glińskiego, który w działaniu fundacji nie dostrzegł nieprawidłowości.

Rząd odmawia informacji o finansowaniu PFN

W lutym bieżącego roku posłanka Hanna Gill-Piątek złożyła interpelację z żądaniem ujawnienia przepływów finansowych PFN. Zażądała informacji m.in. komu i za co fundacja wypłaciła prawie pół miliona zł w 2018 r. w oparciu o umowy-zlecenia. Jaka była odpowiedź kancelarii premiera? PFN jest podmiotem ustanowionym na podstawie ustawy o fundacjach, nie jest jednostką podległą rządowi. Z tego powodu premier nie ma prawa udzielać informacji o działaniu fundacji. Jako podsumowanie można przytoczyć komentarz posłanki, której odmówiono odpowiedzi na interpelację:

„To skandal! Najpierw partia rządząca przekazuje swoim kolegom możliwość dysponowania ogromnymi środkami ze spółek państwowych, czyli należącymi do podatników, a potem twierdzi, że nie ma wpływu na to, co jej koledzy z tymi środkami zrobią.”


Czasy klasycznych afer już minęły. Po co ukradkiem zabierać fundusze z państwowej kasy i mieć nadzieję, że sprawa nie wyjdzie na jaw. Zamiast tego można utworzyć jakąś fundację z wielomilionowym budżetem i za jej pośrednictwem zrobić z publicznymi środkami wszystko, co się zechce. Gdyby w przyszłości sąd znów wydał wyrok uznający bezprawność podobnego czynu, to zawsze pozostaje możliwość skargi kasacyjnej do „zreformowanego” przez pis Sądu Najwyższego. Prezydent Duda wiele razy podkreślał, że Polacy mają prawo do sprawiedliwych sądów.

Autor: magister prawa z uprawnieniami na jeden z wolnych zawodów prawniczych
https://alternative-journalism.com/
źródła:
https://www.money.pl/gospodarka/mieli-promowac-polske-profil-na-instagramie-to-prawdziwe-kuriozum-6425565441169025a.html
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1937368,1,polska-fundacja-narodowa-111-mln-zl-na-promocje-kraju-czyli-na-co.read
https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,25703939,polska-fundacja-narodowa-jest-poza-kontrola-rzadu.html

KE znów przeciw „reformie sądownictwa”. Dyscyplinowanie sędziów przed TSUE

„TSUE odrzucił gorący kartofel, który totalna opozycja, wraz z nadzwyczajną kastą, wrzuciła do ogródka europejskiego.” Rząd ogłosił sukces, na wiwat dodał ustawę kagańcową. Teraz otrzymuje od UE podwójny cios za przedwczesną radość. Prezes Kaczyński z jednego postępowania o rządy prawa zrobił dwa. Wygląda na to, że Julia Przyłębska za kilka miesięcy otrzyma drugi wniosek o unieważnienie orzeczenia TSUE, jednak to nie uchroni polskiego budżetu przed sankcją finansową.

Przedwczesna radość premiera Morawieckiego

Jesienią ubiegłego roku sejm oczekiwał w napięciu na orzeczenie TSUE w przedmiocie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Opozycja miała nadzieję, że z Luksemburga nadejdzie nakaz, aby nową izbę SN zdelegalizować. Tak się jednak nie stało, prawicowe media ogłosiły sukces. „Wyrok TSUE to porażka totalnej opozycji i nadzwyczajnej kasty” – taki tytuł pojawił się 19 listopada 2019 r. na stronach TVP info.

Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że Sąd Najwyższy sam oceni, czy Izba Dyscyplinarna SN jest sądem, czy jednak nie. „Trybunał skierował sprawę z powrotem do Sądu Najwyższego. To na pewno wywołało jęk zawodu w tych środowiskach, które są oporne wobec przeprowadzanej reformy wymiaru sprawiedliwości.” Taką opinię wyraził poseł pis Jan Kanthak. Ten sam polityk następnego dnia użył metafory o odrzuceniu przez TSUE gorącego kartofla wrzuconego Europie przez kastę.

Nie było żadnym zaskoczeniem, że 5 grudnia Sąd Najwyższy podważył status nowej izby SN, która według założeń rządu oczyści wymiar sprawiedliwości z sędziów kierujących w stanie nietrzeźwości lub kradnących ze sklepów batoniki. Prezez Kaczyński wiedział, że SN orzeka na podstawie delegacji TSUE jednak nie chciał tolerować buntu nadzwyczajnej kasty i postanowił zadać szach-mat.

Już 20 grudnia sejm przegłosował ustawę „kagańcową” przewidującą usuwanie z zawodu sędziów, którzy zechcą podważać status osób mianowanych do pracy w utworzonych przez pis nowych izbach SN. Ustawa została sformułowana w taki sposób, że w zasadzie każda krytyka działań pisu może być podstawą do odpowiedzialności dyscyplinarnej.

Zjednoczona Prawica zapewne spodziewała się, że znów pójdzie gładko: manifestacje uliczne, apele polskich i zagranicznych prawników, nieśmiałe wyrazy sprzeciwu z Brukseli, a TVP info na końcu i tak ogłosi sukces. Tym razem wyszło jednak inaczej.

Miażdżąca krytyka po obu stronach oceanu

Rząd wychodził z założenia, że w praktyce prawie nikt nie wie jak wygląda struktura wymiaru sprawiedliwości w innych krajach i mało kogo obchodzą zagraniczne reformy w tym zakresie. W pewnym momencie światowe media obiegł jednak przekaz: w Polsce sędziowie zaczną być usuwani z zawodu za krytykę władzy.

Dwóch kongresmenów z USA wystosowało do prezydenta Dudy list z apelem o niepodpisywanie ustawy kagańcowej. W jego treści umieścili zdanie: „Od 2015 r. pański rząd podejmuje niepokojące kroki w stronę konsolidacji władzy kosztem instytucji demokratycznych.” Dwie osoby to nie jest liczna grupa ale obraz zmienia się, jeśli weźmiemy pod uwagę ich funkcje w kongresie USA. Jeden z nich to szef komisji spraw zagranicznych, drugi jest szefem podkomisji ds. Europy i Eurazji. W tym samym czasie prestiżowy dziennik Washington Post opublikował bardzo krytyczny artykuł, w którym napisał, że kongres USA powinien ograniczyć środki na współpracę wojskową z Polską jeśli ustawa kagańcowa wejdzie w życie.

Reakcja z Brukseli również była bardziej donośna, niż rząd mógł się spodziewać. Wysocy urzędnicy UE wygłaszali miażdzące opinie po pierwszych medialnych informacjach bez czekania na jakiekolwiek analizy. Pojawiły się zapowiedzi podjęcia zdecydowanych kroków prawnych. Po kilku miesiącach, dnia 29 kwietnia 2020 r. Komisja Europejska wszczęła postępowanie o naruszenie prawa unijnego przez ustawę kagańcową.

Rząd ma dwa miesiące na zaprzestanie naruszania prawa UE. W praktyce musiałby ustawę kagańcową uchylić, czego oczywiście nie zrobi. Wtedy przed KE otworzy się droga wniosku do TSUE.

Jak prezes pis z jednego postępowania o rządy prawa zrobił dwa

Ustawa kagańcowa miała być kolejnym etapem „reformy sądownictwa”. Wyszło jednak na to, że UE porzuciła taktykę uprzejmych apeli i przeszła do zdecydowanych działań, które mogą potencjalnie drogo kosztować w sensie finansowym, a nie tylko symbolicznym.

KE zwróciła się w styczniu do TSUE o zastosowanie środków tymczasowych w postaci zamrożenia Izby Dyscyplinarnej SN. To była riposta „kuchennymi drzwiami” za ustawę kagańcową na podstawie innego postępowania o naruszenie rządów prawa. Rząd wbrew orzeczeniu TSUE z 8 kwietnia nie chce zawieszać działalności owocu „reformy sądownictwa”. Zamiast tego całe zagadnienie skierowano do trybunału Julii Przyłębskiej.

Prezes Kaczyński zaplanował, że raz na zawsze uciszy sedziów pod rygorem wyrzucenia z pracy. Efekt był taki, że niecałe pół roku później na przestrzeni jednego miesiąca skumulowały się dwa postępowania na forum unijnym o naruszenie rządów prawa. To może być zwiastun poważniejszego kryzysu. Ustępująca ze stanowiska prezesa SN Małgorzata Gersdorf zwraca uwagę na aspekt finansowy:

„Komisja Europejska zastrzegła sobie prawo do złożenia dodatkowego wniosku o nałożenie na Polskę okresowej kary pieniężnej”. To na wypadek gdyby rząd za bardzo uwierzył w nieograniczoną moc Trybunału Konstytucyjnego, który według narracji TVP info może pozbawić mocy każde orzeczenie TSUE.

Autor: magister prawa z uprawnieniami na jeden z wolnych zawodów prawniczych
http://www.alternative-journalism.com

Komunistyczne korzenie pisowskich elit

Oczyszczanie Polski z komunizmu to priorytet jednak obecny sejm powołuje do TK sędziów z komunistyczną przeszłością. Skąd się wzięły teorie prezesa Kaczyńskiego o układach, grupach nacisku i nieuznawaniu ścisłej litery prawa? Od jego promotora prof. Ehrlicha, marksistowskiego prawnika z PZPR.

Reforma sądownictwa jest niezbędna, żeby uwolnić Polskę od dziedzictwa komunizmu. Takim uzasadnieniem prezydent Duda i premier Morawiecki uciszają zagarnicznych dziennikarzy zadających niewygodne pytania. Jeśli sędzia SN zaczął karierę w latach ’80 to znaczy, że prawdopodobnie jest ideowym komunistą.

„Ustrój Związku Radzieckiego”, „Grupy nacisku w społecznej strukturze kapitalizmu”, „Władza i interesy: studium struktury politycznej kapitalizmu” – to lista publikacji odznaczonego złotym krzyżem zasługi PRL promotora pracy magisterskiej i doktorskiej Jarosława Kaczyńskiego. Jak podaje Gazeta Prawna: „W biografii autorstwa Piotra Zaremby Kaczyński mówi, że Ehrlich był jego mistrzem na równi z marszałkiem Piłsudskim.”

Czytanie książek komunistycznych ideologów nie musi świadczyć o sympatii wobec PRL jednak jeden kluczowy pogląd marksistowskiego prawnika przetrwał w pisowskich elitach do dziś – litera prawa nie jest najważniejsza, wyższą wartością jest wola polityczna narodu. To założenie przejawia się obecnie w przekonaniu, że suweren dał partii Kaczyńskiego legitymację do głębokich reform, z tego powodu każdy element „reformy sądownictwa” jest zgodny z prawem.

Oczyścić Sąd Najwyższy z komunizmu

„Osoby które były związane z PZPR zostały powołane do pełnienia zaszczytnego obowiązku sędziego Sądu Najwyższego” – tymi słowami prezydent Duda uzasadnia „reformę sądownictwa” własnego autorstwa, dzięki której kontrolę nad SN obejmie jedyna partia reprezentująca suwerena.

Co łączy Krystynę Pawłowicz i Julię Przyłębską? Obie zostały wybrane przez pis do pełnienia zaszczytnego obowiązku sędziego Trybunału Konstytucyjnego, a wcześniej należały do Socjalistycznego Związku Studentów Polskich. Inny sędzia wybrany przes pis do TK, Stanisław Piotrowicz, został odznaczony brązowym krzyżem zasługi przez władze PRL.

Prawicowe media mają znaczne doświadczenie w oskarżaniu przeciwników pis o komunistyczną lub postkomunistyczną przeszłość jednak podobne schematy po stronie partii rządzącej są pokrywane milczeniem. Na marginesie – jedna z czołowych publicystek prawicowego serwisu wPolityce była kiedyś gwiazdą rządu SLD określaną jako lwica lewicy. Dziś Aleksandra Jakubowska posługuje się zdaniami w rodzaju „fanatyczny antypis zrobi wszystko, by utrudnić i uniemożliwić Andrzejowi Dudzie reelekcję.”

Jak marksistowska doktryna prawna wywraca demokratyczny porządek prawny

Komunistyczny promotor prezesa Kaczyńskiego reprezentował pewien nurt teorii prawa, który ma spójne uzasadnienie od strony filozoficznej jednak jest całkowicie sprzeczny z filozofią prawa w państwach demokratycznych po obu stronach oceanu. Wegług Stanisława Ehrlicha literalna treść przepisu to kwestia drugorzędna. Oprócz niej należy wziąć pod uwagę kwestie typu jakie grupy nacisku brały udział przy tworzeniu aktu prawnego oraz czy jego stosowanie odpowiada woli narodu. Jeśli uznamy, że np. ustawa była tworzona przez nieliczną elitę społeczeństwa, to uzyskujemy podstawę, aby danemu przepisowi odmówić obowiązywania.

Prof. Ehrlich pisał m.in. o grupach społecznie uprzywilejowanych, które skutecznie wpływają na kluczowych polityków, żeby bronić własnych interesów. Teorie o elitach i układach III RP powstały wcześniej niż mogłoby się wydawać.

Gdyby w 2014 r. na studiach prawniczych padło pytanie w rodzaju „czy można w drodze ustawy wymienić większość składu Krajowej Rady Sądownictwa” albo „czy można odwoływać sędziów TK w drodze uchwały sejmu”, to wykładowca nie wyśmiałby osoby zadającej takie pytanie jedynie z grzeczności. Później okazało się, że partia rządząca jednak może wszystko, gdyż reprezentuje suwerena, a w dodatku prawo III RP było tworzone przez zdegenerowane postkomunistyczne elity.

Autor: magister prawa z uprawnieniami na jeden z wolnych zawodów prawniczych
https://alternative-journalism.com/

źródła:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Ehrlich
https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/920248,mistrz-kaczynskiego-ehrlich-trybunal-konstytucyjny.html

Jak Andrzej Duda i mgr Przyłębska zakończyli historię Trybunału Konstytucyjnego

„Gdy przyjmowałam funkcję prezesa TK byłam pewna, że nie naruszono żadnych przepisów.” Czy mgr Przyłębska ma rację? „Wszystko odbyło się niezgodnie z konstytucją”– prof. Andrzej Zoll, były prezes TK.


Jedną z pierwszych decyzji prezydenta Białorusi była wymiana wszystkich szędziów białoruskiego sądu konstytucyjnego. Aleksander Łukaszenka zdobył władzę w demokratycznych wyborach jednak szybko zmienił ustrój na dyktaturę. Pierwszym i najważniejszym krokiem Białorusi na drodze do dyktatury było zlikwidowanie niezależnego sądu konstytucyjnego. Prezes Kaczyński razem z prezydentem Dudą zrobili dokładnie to samo jednak rozłożyli ten proces na raty. Dzięki temu ograniczyli emocje społeczne. Bezprawne przejęcie kontroli nad TK stało się nudnym serialem, który skończył się w momencie mianowania mgr Julii Przyłębskiej na panią „prezes” trybunału.

Trybunał Konstytucyjny orzeka najczęściej w składzie np. pięcioosobowym, ten skład wyznacza prezes. Jedna partia może mieć 11/15 sędziów i w dalszym ciągu nie mieć kontroli nad TK. Posiadanie „dyspozycyjnego” prezesa jest kluczowe, aby TK mógł orzekać w zgodzie z wolą partii politycznej, a nie w zgodzie z konstytucją.

„Wszystko odbyło się niezgodnie z konstytucją (…) niezgodne z konstytucją było także powołanie Przyłębskiej na prezesa nowego TK (…) nie ma TK w tym kształcie, o jakim mówi konstytucja (…) obecnie TK to jakaś instytucja, która nie jest znana polskiemu porządkowi prawnemu.” Przytoczona opinia prof. Andrzeja Zolla uzasadnia pogląd, że używanie nazwy „Trybynunał Konstytucyjny” jest nadużyciem. Bardziej trafne jest określenie „trybunał Julii Przyłębskiej”.

Nominacja Julii Przyłębskiej na panią prezes. Ilu sędziów TK to nieformalne spotkanie przy kawie?

Odpowiedź znajduje się w art 194. konstytucji, który określa ustrój Trybunału Konstytucyjnego oraz wybór prezesa. Sędziów jest 15. Prezesa TK powołuje prezydent spośród kandydatów wskazanych przez zgromadzenie ogólne sędziów TK. Tutaj ustalona jest kluczowa zasada prawna, której mgr Przyłębska nie rozumie. Prezesa TK wybierają sędziowie, a prezydent dokonuje jedynie formalnej akceptacji kandydata. Prezydent nie jest osobą, która rozdaje karty.

Tutaj pojawia się kluczowe pytanie – ilu sędziów musi przedstawić kandydata prezydentowi, aby prezydencka akceptacja była zgodna z prawem? Odpowiedź nie budzi wątpliwości – co najmniej ośmiu. Dlaczego akurat ósemka? To jest najmniejsza liczba, która spełnia warunek „co najmniej połowa z 15”. Zasada, zgodnie z którą co najmniej 8 sędziów TK przedstawia prezydentowi kandydata na prezesa to jedyna logiczna interpretacja art. 194 ust. 2. konstytucji.

Analogicznie, sejm może legalnie „przegłosować” ustawę, jeśli na sali była obecna co najmniej połowa wszystkich posłów tj. 230 spośród 460. Gdyby sejm uchwalił ustawę w obecności 229 posłów, to taka czynność byłaby nieważna z mocy prawa.

Julia Przyłębska została przedstawiona prezydentowi jako kandydat na prezesa TK przez „zgromadzenie ogólne” liczące mniej niż 8 sędziów, mniej niż połowę konstytucyjnej liczby 15. Ta czynność była nieważna z mocy prawa. Nie ma znaczenia czy grupa liczyła 7, czy 6, czy 4. Równie dobrze Julia Przyłębska mogłaby sama siebie wyznaczyć na kandydata na prezesa, a prezydent mógłby tą nominacje zaakceptować. Prezydent nie ustanowił Julii Przyłębskiej prezesem TK. Andrzej Duda nadał bezprawiu pozory legalności. Mianowanie pani prezes Przyłębskiej było datą zniszczenia Trybunału Konstytucyjnego. Grono sędziów TK, którzy nominowali nową „prezes” było mniejsze niż minimalna ósemka również przy doliczeniu tzw. sędziów dublerów.

Pierwsze akty bezprawia na drodze do zamachu stanu

„Prezydent postępuje zgodnie z konstytucją i zgodnie z obowiązującym prawem” – tymi słowami mgr Julia Przyłębska rozwiewa wątpliwości wobec kłamliwych sugestii „opozycji totalnej.” Inny pogląd wyraził promotor pracy doktorskiej Andrzeja Dudy – „Prezydent złamał konstytucję przynajmniej trzykrotnie” – tak prof. Jan Zimmerman podsumowuje pierwsze cztery miesiące prezydentury dawnego doktoranta. Jeden z tych trzech przypadków dotyczył nieprzyjęcia ślubowania od pięciu sędziów TK.

Prezes Kaczyński był na tyle dobrym strategiem, że przypisał koalicji PO-PSL winę za niszczenie Trybunału Konstytucyjnego, przynajmniej na początku. Z punktu widzenia zarządzania społecznymi emocjami ten zabieg był mistrzowski. Konflikt o TK zaczął się od przyziemnej kwestii – kadencja pięciu sędziów TK wygasała jesienią 2015 r. tzn na styku dwóch kadencji sejmu. Wszyscy następcy zostali powołani przez sejm kadencji 2011-2015.

Pojawiły się wątpliwości czy wybór tych pięciu sędziów był prawidłowy. Jedyną możliwością zgodnego z prawem zbadania legalności tej czynności było zaskarżenie do TK ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, na podstawie której dokonano nominacji. TK orzekł, że wybór trzech sędziów był prawidłowy jednak dwóch innych sędziów (których kadencja miała rozpocząć się nieco później) wybrano niezgodnie z prawem.

Wyrok TK powinien zakończyć cały konflikt, tak się jednak nie stało. Prezydent Duda i Prezes Kaczyński wybrali drogę bezprawia, postanowili działać na zasadzie faktów dokonanych. Dzięki temu grupa pięciu „spornych” sędziów TK została wybrana przez pis.

Prezydent Duda sam przyznał sobie uprawnienie do oceny, czy wybór sędziego TK jest prawidłowy. Odmówił przyjęcia ślubowania od wszystkich pięciu sędziów. Jednocześnie prezes Kaczyński uznał, że sejm może odwoływać sędziów TK w drodze uchwały. Obie te konstrukcje zostałyby uznane jakiś czas wsześniej za prawniczy humor z zeszytów. Popierający pis Kornel Morawiecki wygłosił wtedy w sejmie słynną tezę, że wola narodu jest ponad prawem. Otrzymał od posłów pis owację na stojąco. Popełnił jednak błąd logiczny – wola narodu nie może być utożsamiana z wolą jakiejkolwiek partii politycznej, również wtedy gdy ta partia wygrała wybory.

Powołanie trzech „sędziów dublerów” nie było kluczowe. To była bardziej zasłona dymna. Emocje społeczne wzrosły, później opadły, a po jakimś czasie przeszło bez większego echa, że historia Trybunału Konstytucyjnego dobiegła końca w momencie mianowania Julii Przyłębskiej na rzekomą prezes najważniejszego organu władzy sądowniczej. Duda i Kaczyński uzyskali wtedy nowe możliwośći. Od tamtej pory mogą zmieniać ustrój państwa pomimo, że nie dysponują w sejmie większością konstytucyjną. Każda bezprawna ustawa tworząca „reformę sądownictwa” zostanie uznana przez Julię Przyłębską za zgodną z konstytucją.

Słaby punkt planu prezesa Kaczyńskiego

Zniszczenie Trybunału Konstytucyjnego, które umożliwiło bezprawne przejęcie kontroli nad Krajową Radą Sądownictwa i Sądem Najwyższym było ciągiem zdarzeń godnym wielkiego stratega, zwłaszcza z punktu widzenia zarządzania społecznymi emocjami. Prezes Kaczyński był znacznie sprytniejszy niż Aleksander Łukaszenka, który ustanowił na Białorusi dyktaturę z dnia na dzień.

Rząd Zjednioczonej prawicy nie wziął jednak pod uwagę tego, że funkcję zlikwidowanego TK mogą w jakimś zakresie przejąć instytucje UE pod groźbą ogromnych kar finansowych. Skrajna prawica uznała niedawne orzeczenie TSUE podważające legalność Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego za niedopuszczalne naruszenie polskiej suwerenności jednak argumenty ideologiczne nic nie zmienią, kiedy UE nakaże za bezprawie zapłacić.

Utrata unijnych funduszy nie jest jednak najgorszą możliwą opcją. Na etapie pierwszych kroków do zniszczenia TK Kornel Morawiecki przekonywał, że wola narodu jest ponad prawem, a prof. Andrzej Zoll zwrócił się z apelem, który każdy powinien przynajmniej przemyśleć:

„Trybunał Konstytucyjny i jego ustrój jest opisany w konstytucji zatwierdzonej w referendum. Naród tak zdecydował, taka była decyzja narodu. A teraz pan Kaczyński próbuje ten porządek konstytucyjny zburzyć. To jest działanie pozaprawne, to jest antydemokratyczny marsz w kierunku dyktatury.”

Autor: magister prawa z uprawnieniami na jeden z wolnych zawodów prawniczych
http://www.alternative-journalism.com